piątek, 7 stycznia 2011

płyną.

tak się martwiłam, że nie pójdę na młodzieżówkę. poszłam. a okazało się, że jej nie było. nie to żebym była zła. bo naprawdę fajnie, że wyszłam w ogóle z domu. szkoda jedynie tyle, że na tak krótko. po za tym krótkim wypadem chyba nic ciekawego się nie działo. jak zwykle chodziłam w piżamie do jakiejś 14. na śniadanie naleśniki z dżemem. sprzątanie. a w między czasie czytałam. ta książka jest zbyt wciągająca.

wczoraj jak ją czytałam i Edward rozstał się z Bellą zrobiło mi się tak jak by to wszystko przeżywała jeszcze raz. tak jak by to była moja własna opowieść. czytając łzy mi spływały po policzkach i musiałam odłożyć książkę. zbyt wiele emocji to wywoływało. lecz za chwileczkę pogrążyłam się w dalszym czytaniu. gdybym nie wiedziała, że Oni się ze sobą zejdą dalej bym nie czytała. wczoraj dosyć szybko musiałam skończyć czytać bo "płonęło" mi ciało. widziałam jak moje dłonie przywlekają kolor czerwieni. wszystko parzyło i długo nie mogłam zasnąć, ani na niczym innym się skupić jak na wspomnieniach z tamtego dnia. kiedy wszystko nabrało ciemniejszych kolorów. a ja i tak Cię kocham i będę kochać.

dzisiaj Edyta mi opowiedziała o K. i tak nie wiem czemu skojarzyła mi się Pawlaczka. teraz z tego się śmieję. ale pamiętam jak w tedy nie tyle byłam zła na nią tylko chciałam, żeby przejrzała na oczy. i teraz widzę przed oczami. jak mocno gestykuluję rękami i grożę palcem. i mówię przeróżne rzeczy. a Ona wciąż powtarza, że nie chciała. czasami chciałabym nic się nie odzywać i mieć wszystko gdzieś. zazdroszczę tym którzy potrafią ugryźć się w język i pohamować emocje. a nie pleść co ślina na język przyniesie. zastanawiam czy teraz zachowałabym się tak samo. w sumie nie chciałabym być znowu w takiej sytuacji. i mam nadzieję, że w podobnej już nigdy nie będę.

o tak. zwiał nam dzisiaj autobus. mi i Edycie. to było zabawne. lubię jak Ona z jednej strony złości się na mnie a z drugiej cieszy, że jednak tak zrobiłam. jedyne czego się bałam to tego, że Ona wpadnie na pomysł wymknięcia się mi i że podbiegnie do autobusu. nie wiedziałabym co w tedy zrobić. ale spierałyśmy się chwilkę. po czym autobus odjechał. i wyszło na moje. i poszłyśmy sobie grzecznie na nogach. a ja mam nadzieję, że się ode mnie nie zaraziłaś. bo chcę żebyś chodziła do szkoły. bo tak zwyczajnie lubię i chcę siedzieć z Tobą w ławce.

nie wiem jak to opisać. czy to złość czy inaczej brakuje mi do tego słów. może zazdrość. nie wiem. po prostu chciałabym żeby mama zapytała się jak się czuję. ja wiem Amelka jest młodsza. ale to przeziębienie czy coś w każdym bądź razie przechodzi lżej ode mnie. a mama zwraca na nią uwagę. tylko na nią. może to egoizm? nie, na pewno nie, bo ja też przejmuję się jej zdrowiem i nie chcę, żeby miała mieć jakiekolwiek leki. a tym bardziej antybiotyki. wiem też, że ja zawsze sobie jakoś poradzę, zadbam o siebie, wezmę sama leki. ale nawet się nie zapytają jak ja się czuję. jestem jakoś pomijana. tak po prostu i zwyczajnie jest mi przykro.

I nawet nie wiem jak opisać uczucia, gdy całowałeś mnie w szyję, a po moim ciele przechodziły tak bardzo przyjemne ciarki. Na samą myśl o tym pojawia się uśmiech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz